Styczeń 2019 // Archive

Date based archive
15 Sty

Bajeczny półwysep Jukatan oraz Isla Holbox

Nie wiem czy uda mi się słowami i zdjęciami pokazać Wam jak cudowny jest Meksyk, ale będę próbować! Półwysep Jukatan od dawna gościł na mojej liście „must see”, a nawet zachodząc w pamięć daleko wstecz, myślę, że Meksyk to było moje pierwsze, tak „odległe”, podróżnicze marzenie. Pamiętam, że zawsze wspominałam o tym, że to tam chciałabym się udać w podróż poślubną, choć nie miałam wtedy nawet narzeczonego 😀 Ba, nie znałam nawet obecnego męża 😛 Wracając do półwyspu Jukatan – mimo, że od zawsze chciałam go poznać, to ciągle nie nadarzała się okazja. Bilety zawsze były bardzo drogie, z kilkoma przesiadkami i długimi oczekiwaniami na lotniskach… To skutecznie zniechęcało do obrania właśnie tego kierunku, zaś oferty biur podróży oferujące hotele „molochy”, z all inclusive ultra 24h, to nie moja bajka. Nienawidzę takich wakacji. Dla mnie to wyrzucone pieniądze w błoto. Dlaczego? Dlatego, że wybierając wielki hotel z masowym jedzeniem, piętnastoma basenami, niedobrymi drinkami (o ile można nazwać to drinkiem) nie poczujesz tego miejsca. Bez różnicy czy polecisz do Meksyku, czy na Jamajkę, czy na Kubę, bo wszędzie będzie tak samo. Ta sama sieciówka hotelowa, to samo jedzenie, te same baseny i tak dalej… Ja moje wakacje komponuję sama. Wybieram pasujące mi loty i linie lotnicze, wybieram miejsca, w których poczuję Meksyk, wybieram hotele, które są lokalne i serwują lokalną kuchnię, oddające klimat miejsca. I nigdy nie biorę opcji all inclusive, bo czy jest coś wspanialszego niż próbowanie jedzenia z różnych zakątków świata??? Według mnie nic nie jest piękniejsze, niż podróż na własną rękę. Ach, jak ja to kocham!!! A ile się przy tym uczę…  Bo żeby zorganizować samemu wyjazd, to najpierw trzeba o tym miejscu się trochę dowiedzieć. Poszperać w necie, przeczytać książkę, a to mnie bardzo rozwija. To obecnie największa pasja mojego życia. Żyję i pracuję po to, by móc poznawać świat <3.

BILETY

Kiedy w końcu pojawiły się dość fajne bilety do wymarzonego Meksyku powiedziałam sobie „Tak! To jest ten moment! To będzie mój prezent na 30te urodziny!”.

Lotów zawsze szukam na stronie www.skyscanner.pl. Strona jest bardzo wygodna, ponieważ można korzystać z opcji „pokaż cały miesiąc”, dzięki czemu można łatwo rozeznać się w cenach na poszczególne dni. Można też korzystać z opcji „multi-city” w przypadku kilku lotów, nie tylko w obie strony, ale także między kilkoma miejscami. Strona jest bardzo przyjazna dla odbiorcy i posiada dużo przydatnych udogodnień ułatwiających wyszukanie idealnych połączeń. Czasem udawało mi się znaleźć loty w bardzo korzystnych cenach, ponieważ Skyscanner obejmuje nie tylko linie lotnicze, ale także pośredników, którzy często robią duże promocje, np. Loty na Seszele kupiłam za ½ regularnej ceny Katarskich linii lotniczych. Tym razem niestety nie udało się znaleźć tanich biletów, ale biorąc pod uwagę, że bilety do Meksyku ogólnie są bardzo drogie i fakt, iż od dawna obserwowałam loty i dopiero teraz pojawiła się oferta godna rozważenia, to postanowiłam je kupić. Bilety kosztowały około 9000zł/2os. 2000zł taniej były z Berlina (te same linie lotnicze), ale ceniąc sobie komfort, tym bardziej w tak dalekiej podróży postanowiliśmy kupić bilety z Wrocławia.

Wrocław -> (Lufthansa) -> Frankfurt -> (Condor, lot obsługiwany przez Thomas Cook Airlines) -> Cancun

Z lotniska Cancun do hotelu w Playa del Carmen przemieściliśmy się taxówką, którą zarezerwowałam jeszcze z Polski. Skorzystałam z usług firmy o nazwie „Cancun Airport Transportation”, koszt – 70$/2os. Cena była korzystna w porównaniu do transportu proponowanego przez hotel (120$) oraz ofert innych firm transportowych.

Całość podróży trwała około 15h. Podróż powrotna odbywała się w ten sam sposób. Jeżeli chodzi o linie lotnicze – Lufthansa, to jedna z moich ulubionych linii, natomiast Condor, a właściwie czarter Thomas Cook Airlines pozostawia wiele do życzenia. Brak posiłków wegetariańskich mimo deklaracji z mojej strony, podane 2 posiłki przez 13h lotu, zdarzył się brak wody w toalecie, prócz tego nie podają chusteczek antybakteryjnych przed posiłkami, a słuchawki do tv płatne 3,5e. Nie twierdzę, że to majątek, ale biorąc pod uwagę czas lotu i cenę biletów jest to dla mnie niedorzeczne.  Raczej nie polecam tych linii, ale muszę przyznać, że naprawdę ciężko znaleźć dogodne połączenie między Polską, a Cancun. Może w przyszłości się to zmieni. Mam nadzieję, bo zamierzam tam wrócić całkiem niedługo.

HOTEL

Playa del Carmen

Nasz hotel w Playa del Carmen, to Mahekal Beach Resort ****. Dość duży resort, ale jednak brak „masówki”. Małe bungalowy przy plaży, lub z widokiem na ogród. Klimatyczne tarasy z hamakami i typowy, meksykański wystrój wnętrz pozwala poczuć to miejsce. Hotel godny polecenia ze względu na pyszne jedzenie i mocną margaritę  ;P, świetny basen infinity przy którym serwowano śniadania (ala carte, ale także bufetowe) oraz lunch’e i ze względu na bliskość centrum (La Quinta Avenida). Hotel oferuje wyżywienie w opcji HB (śniadania, oraz lunch, lub kolację). Polecam zarezerwować pokój na piętrze, przy Aventura Pool (jeżeli podróżujesz bez dzieci). Hotel rezerwowałam przez stronę booking.com, ponieważ nigdy nie zdarzyło się, by zdjęcia hotelu odbiegały od rzeczywistości. Po prostu mam do nich zaufanie. Często kiepski hotel potrafi zepsuć odbiór nawet najpiękniejszego miejsca. Prócz tego booking.com, to bardzo przejrzysta strona i mam tam już zniżkę 😉 Często dają możliwość zmiany terminu, lub całkowitej rezygnacji z rezerwacji, co daje większą swobodę w ostatecznym doborze hotelu.

La Quinta Avenida to cudownie głośna, kolorowa i radosna ulica. Pełna restauracji, barów z muzyką, a nawet tancerkami 😉 Dziesiątki sklepików z handmade i z różnymi pamiątkami… Po prostu znajdziecie tam wszystko! Ulica jest bardzo długa, można się po niej szwędać godzinami. Chodziliśmy po niej każdym popołudniem, aż do wieczora i ani razu nie było nudno. Warto zatrzymać się stosunkowo blisko tej ulicy, bo to właśnie tam toczy się rozrywkowe życie Playa del Carmen.

CDN…

06 Sty

Szybki i prosty pomysł na lunch!😋

Składniki:

1) Green soybean pasta
2) Świeży szpinak
3) Pomidor
4) Zielone oliwki
5) Orzeszki pini
6) Zielone pesto

Sposób przygotowania:

Makaron przygotować według przepisu na opakowaniu. Pomidora pokroić w kostkę. Orzeszki pini podpiec na spryskanej olejem w sprayu patelni, aż lekko się przyrumienią. Makaron wymieszać z pesto, dodać szpinak, oliwki, pomidora, wymieszać z makaronem. Na wierzch posypać orzeszki, przyprawić wedle uznania solą i pieprzem.

Smacznego!🤤